ZKS Stilon Gorzów


HISTORIA PIŁKI NOŻNEJ w ZKS STILON

2000

Wiosną znów gorzowianie grali nierówno, lecz po zmianie trenera (na ławce usiadł Zenon Burzawa), w dziewięciu ostatnich spotkaniach zdobyli 13 punktów, pewnie prolongując III-ligowy byt na kolejny sezon.

Podstawowa jedenastka, jaka najczęściej wybiegała na boisko w sezonie 1999/00 wyglądała następująco: Jeż - Chrzanowski, Dudziec, Król, Sudak - Gaca, Kuźmińczuk, Mierzwiak, Osiecki - Weres, Abramowski. Kondycją imponował doświadczony, kończący wiosną 42 lata Zdzisław Dudziec (grał we wszystkich spotkaniach), a formą strzelecką Marcin Abramowski - zdobywca 7 bramek.

Stilon zdobył ponadto Puchar Polski Okręgowego ZPN Gorzów, pokonując w finale Polonię Słubice 7:0. Dało to awans do rozgrywek centralnych sezonu 2000/01, gdzie gorzowianie ulegli jednak naszpikowanej I-ligowcami Amice II Wronki 2:4. Ponadto gorzowianie zwyciężyli w turniejach halowych w Lubniewicach i Witnicy, a w silnie obsadzonych podobnych zawodach w Świebodzinie zajęli czwarte miejsce, pokonując między innymi 5:2 Pogoń Szczecin, 4:3 Śląsk Wrocław i 4:1 Zagłębie Lubin. W trzecim turnieju błyskawicznym (mecze 2 x 22.5 minuty) Stilon był drugi, po wygraniu pojedynku z Sandecją Nowy Sącz i remisie z Lechem Sulechów, z kolei juniorzy starsi już po raz siódmy zdobyli Puchar Prezydenta Gorzowa w dorocznym turnieju organizowanym na początku roku w hali przy ul. Czereśniowej. Poprzednie zwycięstwa miały miejsce w 1983, 1990, 1992, 1993, 1996 i 1997 roku.

Fot. "Gazeta Lubuska".

W sezonie 2000/01 zawodnicy Stilonu zaskakiwali swoich kibiców amplitudą wyników. Potrafili toczyć wyrównane i zwycięskie boje z którymś z potentatów, by kilka dni później ulec mniej wymagającemu rywalowi różnicą kilku bramek. Szczególnie udany był dla gorzowian okres od 4. do 11. kolejki (7 zwycięstw i zaledwie jedna porażka), a także początek rundy rewanżowej (4 mecze - 10 punktów).

2001

Rundę wiosenną stilonowcy rozgrywali już ze świadomością, że to ostatnia runda gorzowskiego klubu w III lidze. Pustki w kasie powodowały kolejne ubytki kadrowe (zimą odeszli m. in. Byczkowski, Weres, Gireń), klubu nie było stać już nie tylko na zgrupowania, ale nawet na posiłki dla zawodników i wyjazdy na mecze. Ze względu na brak jakichkolwiek perspektyw na uzyskanie środków finansowych na występy w kolejnym sezonie, 19 czerwca 2001 zarząd klubu podjął decyzję o wycofaniu się z rozgrywek III ligi sezonu 2001/02.

Fot. "Gazeta Lubuska".

Zawodnikami, którzy w sezonie 2000/01 najczęściej grali w podstawowej jedenastce byli: Jeż - Dudziec, Gaca, Król, Michalski - Marek Andrzejkowicz, Borowy, Kuźmińczuk, Osiecki - Malinowski, Ziemecki. Jedynym zawodnikiem, który grał we wszystkich 38 meczach był Malinowski. Został on również, dzięki 22 zdobytym bramkom, królem strzelców "śląskiej" grupy III ligi. W kadrze znajdowali się także bramkarz Dawid Dłoniak, Marcin Bednarczyk, Marek Florczuk, Kamil Kontek, Adam Kopyść, Edmund Małecki, Paweł Markiewicz, Dariusz Michalski i Jan Stronczyński.

Runda jesienna sezonu 2001/02 była bardzo smutna dla gorzowskich kibiców piłkarskich. Po kilkudziesięciu latach nieprzerwanej gry Jedwabnika, Włókniarza, Unii, Stilonu i GKP w różnych klasach rozgrywkowych, przyszło fanom oglądać pusty stadion przy ulicy Myśliborskiej. Na łamach lokalnych gazet ukazywały się artykuły pod wielce mówiącymi tytułami: "Memento gorzowskiej piłki", "Podzwonne dla futbolu". A wszystko to działo się w czasie, gdy polska reprezentacja po szesnastu latach przerwy awansowała do finałów MŚ. W całej Polsce cieszono się z awansu, w miastach, w których dotąd oglądano jedynie trzecioligową piłkę, zaczęto budować drużyny na miarę ekstraklasy. Tymczasem w 130-tysięcznym mieście nie było żadnej seniorskiej drużyny. Kilka lat wcześniej "do piachu" poszli piłkarze Warty, a w 2001 roku spotkało to także Stilon/GKP.

"Honoru" Stilonu bronili juniorzy (prowadzeni przez Adama Prusinowskiego), którzy grali w lidze wojewódzkiej, zajmując 2. miejsce, oraz w PP Lubuskiego ZPN, awansując do cwierćfinału.

2002

Po roku przerwy zarząd postanowił jednak zgłosić zespół do rozgrywek (dwuletnia pauza oznaczałaby degradację na najniższy szczebel), mimo że ani nie było żadnych perspektyw na pozyskanie sponsorów, ani nie było niemal żadnej pomocy od miasta. Sezon 2002/03 zostanie zapamiętany przez kibiców jako jeden z najcięższych w historii klubu. Stilon musiał rozpoczynać rozgrywki "od nowa", od gorzowskiej klasy okręgowej, czyli V ligi, co było prawdopodobnie jednym z najgorszych wyników w historii klubu (nawet klasa C, w której występował w 1950 r. debiutujący wówczas Włókniarz, była odpowiednikiem dzisiejszej "okręgówki").

Fot. "Nasz GKP". 

Przyszło grać gorzowianom na murawach o niezbyt wysokim standardzie, z drużynami z okolicznych wiosek. W ekipach rywali występowało wielu kolegów, przyjaciół i znajomych kibiców Stilonu, a także sporo byłych "stilonowców", nierzadko w roli grających trenerów. Spotkania "wyjazdowe" były często meczami, na które dojeżdżało się autobusami podmiejskich (Lubno, Baczyna), a nawet miejskich (Wawrów) linii autobusowych.

2003

Mimo to zespół grał, na tyle, na ile skład (utworzony na zasadzie tzw. "łapanki"), i skromne środki pozwalały, a kibice pojawiali się w silnej grupie na każdym meczu. Po pierwszych dwóch przegranych pojedynkach zrobiło się nerwowo, ale potem po kolejnych pięciu zwycięstwach niektórym zamarzył się nawet szybki awans do IV ligi. Potem Stilon grał już w kratkę, choć sporo spotkań przegrał minimalnie, najczęściej po pomyłkach sędziowskich.

Biorąc pod uwagę fakt, że los zespołów z V ligi zależy zwykle od ilości spadkowiczów z II, III i IV ligi, do końca nie było wiadomo, czy z "okręgówki" spadnie pięć drużyn, czy może osiem. Stilon niemal całą wiosnę balansował "na krawędzi", w okolicach 10.-12. miejsca, w czym spory udział miały pechowe porażki z Iskrą Janczewo, Tor-Budem Baczyna i Uranem Trzebicz. W ostatnich pięciu spotkaniach gorzowianie zdołali jednak zdobyć 10 "oczek", strzelając przy tym 15 bramek, co wystarczyło do bezproblemowego utrzymania.

Trzon kadry tworzyli następujący zawodnicy (na podstawie danych z "Gazety Lubuskiej" i obserwacji własnych z meczów gorzowian): Robert Piaseczny, Grzegorz Jabłoński, Mateusz Kozłowski (bramkarze), Łukasz Ciborowski, Artur Józwa, Mariusz Stanisławski, Maciej Szypiórkowski, Artur Gerlach, Jakub Nowaczyk, Tomasz Pawłowski, Kamil Fidrych, Kamil Kłos, Paweł Sojka, Ireneusz Zmora, Robert Skrzypczak, Damian Bordowicz, Dawid Krzyżak. Najwięcej bramek (16) zdobył Bordowicz. W zespole juniorów występowali głównie: Michał Czujko, Radosław Dernoga, Damian Maksimowicz, Łukasz Maliszewski, Paweł Mielnik, Piotr Mielnik, Mirosław Rudnicki, Tomasz Szwiec, Leszek Świerniak, Michał Wlaźlak, Krystian Wróbel, Adam Zmelty, Tomasz Żelichowski, Łukasz Żeliszewski.

Fot. internet.

Jednak tak naprawdę utrzymanie nie satysfakcjonowało ani kibiców, ani działaczy gorzowskich, a także biznesmena, byłego piłkarza Stilonu, Sylwestra Komisarka. Powołano nowy zarząd klubu, w którym prezesem i jednocześnie głównym (praktycznie jedynym) sponsorem został Komisarek.

Zespół Stilonu Gorzów przed sezonem 2003/04. Stoją od lewej: Łukasz CIBOROWSKI, Piotr WIECZOREK, Mariusz STANISŁAWSKI, Dariusz BOROWY, Dariusz MICHALSKI, Edmund MAŁECKI, Mariusz HOŁUB, Zenon BURZAWA (trener), Ryszard KACZOREK (kierownik drużyny). U dołu: Damian BORDOWICZ, Dawid KRZYŻAK, Tomasz BEDNARCZYK, Piotr JONASZ, Michał WLAŹLAK, Artur JÓZWA, Leszek ŚWIERNIAK.

Fot. "Ziemia Gorzowska".

Postawiono za zadanie trenerowi Zenonowi Burzawie szybki awans do grona czwartoligowców. Miały w tym pomóc nowe nabytki - byli wychowankowie gorzowskiego klubu, którzy wyemigrowali "za chlebem" do innych klubów w województwie. Zespół Stilonu wzmocnili zatem przed sezonem 2003/04: Tomasz Jeż, Edmund Małecki, Dariusz Michalski, Tomasz Bednarczyk, Dariusz Borowy, Paweł Markiewicz (wszyscy posiadający już co najmniej III-ligowe doświadczenie), Marcin Czarnecki, Piotr Jonasz, a także Arkadiusz Skórczyński (z Pogoni Barlinek), król strzelców klasy okręgowej, Mariusz Hołub (z Kasztelanii Santok), kilku zawodników z drużyny juniorów (między innymi Łukasz Maliszewski, Damian Szałas, Piotr Kurdykowski) oraz Adam Drozdowicz z Czarnkowa, Sebastian Nochowicz z Chodzieży i mający na koncie grę w ekstraklasie Dariusz Tataj z Murzynowa, który rozegrał jednak tylko dwa spotkania..

Już pierwsze spotkanie pokazało, kto będzie dzielił i rządził w lidze. W meczu, który jak na tę klasę rozgrywkową obejrzała rekordowo duża liczba kibiców (niemal tysiąc) Stilon rozgromił Tor-Bud Baczyna 8:0. Potem gorzowianie wygrywali, a w najgorszym przypadku remisowali kolejne mecze, i tylko przez kilka pierwszych kolejek kroku dotrzymywała stilonowcom Iskra Janczewo. 

Fot. "Nasz GKP".

W kolejnych spotkaniach zespoły znajdujące się w tabeli za Stilonem zaczęły odbierać sobie nawzajem punkty, a że gorzowianie nie oglądali się na rywali, spokojnie punktując kolejnych przeciwników, stąd przewaga w tabeli z każdym meczem rosła. Na finiszu rozgrywek Stilon wyprzedził Odrę Górzyca o 9 punktów, a LZS Bobrówko aż o 19.

2004

W kilku meczach gorzowianie urządzali sobie treningi strzeleckie (8:2 z Syreną Cybinka, 8:0 w rewanżowym meczu w Baczynie, po 9:0 z Pogonią Krzeszyce i Zjednoczonymi Przytoczna), stąd na koniec sezonu okazało się, że tytuł króla strzelców zdobyli dwaj zawodnicy Stilonu: Mariusz Hołub i Dawid Krzyżak - obaj po 30 bramek.

Fot. "Nasz GKP".

Trzeba jednak przyznać, że kilka meczów na Myśliborskiej przyniosło sporo emocji, jak choćby pojedynki z Kasztelanią Santok, czy też Lubniewiczanką Lubniewice (w zespołach tych grało po kilku byłych stilonowców - Ludniewski, Antończyk, Jagodziński, Byczkowski, bracia Bednarczykowie), a nie obyło się też bez horroru w meczu ze słabiutką Wartą Wawrów (w "małych derbach" Gorzowa). Do przerwy gorzowianie mieli kilkanaście okazji do zdobycia gola, nie wykorzystali jednak żadnej. Goście z kolei w 45 minucie przeprowadzili jedyną akcję ofensywną w tym meczu i ... uzyskali prowadzenie. Druga połowa to z kolei skuteczna walka gorzowian z własną niemocą i upływającym czasem (bramka wyrównująca w 75 minucie, a zwycięska w 83 minucie).

Fot. "Nasz GKP".

Podstawowy skład Stilonu w sezonie 2003/04 (na podstawie relacji z tygodnika "Tylko Gorzów"): Jeż - Czarnecki, Małecki, Michalski, Borowy - T. Bednarczyk, Maliszewski, Markiewicz, Jonasz - Krzyżak, Hołub.

Od 2004 r. rozpoczął się okres mozolnej odbudowy dawnej pozycji stilonowskiej piłki. Plan na sezon 2004/05 był jasny: walka o awans do III ligi. By móc zrealizować to zadanie, trzeba było przede wszystkim znacznie wzmocnić zespół. Tym razem jednak wielkiej rewolucji w składzie nie było. Do dyspozycji trenera Burzawy pozostała większość zawodników, która wywalczyła 1. miejsce w "okręgówce", a ekipę uzupełnili ponadto czterej wychowankowie gorzowskich zespołów: Jacek Gireń i Marek Kuźmińczuk (Toroma Torzym, dawniej Stilon), oraz Paweł Cierach i Krzysztof Pszczółkowski (Uran Trzebicz, dawniej Warta Gorzów).

Zespół Stilonu przed sezonem 2004/05. Stoją od lewej: Łukasz ŻELISZEWSKI, Mariusz HOŁUB, Paweł CIERACH, Tomasz SZWIEC, Arkadiusz SKÓRCZYŃSKI, Łukasz MALISZEWSKI, Jacek GIREŃ, Zenon BURZAWA (trener), Ryszard KACZOREK (kierownik drużyny). W przysiadzie: Damian SZAŁAS, Piotr JONASZ, Paweł MARKIEWICZ, Marcin CZARNECKI, Krzysztof PSZCZÓŁKOWSKI, Marek KUŹMIŃCZUK.

Fot. "Ziemia Gorzowska".

Pierwsza część sezonu była dość nerwowa. Po zwycięstwie na inaugurację z groźnym zespołem Urana 2:0, w następnych meczach Stilon zaledwie zremisował z: Czarnymi Żagań, Czarnymi Witnica i Tęczą Krosno Odrzańskie. Dopiero od szóstej kolejki zespół gorzowski "zaskoczył", pokonując kolejno: Odrę Bytom Odrzański, Pogoń Skwierzyna, Odrę Górzyca, Unię Żary, Lubuszanina Drezdenko i Stal Sulęcin. W tym momencie (Stilon zajmował 1. miejsce) zarysowała się szansa odskoczenia w tabeli od Pogoni Świebodzin. Niestety, pod koniec rundy jesiennej przyszło pewne "załamanie" formy. Zawodnicy Stilonu stracili cenne "oczka" w pojedynkach z Błękitnymi Nowogród Bobrzański, Toromą Torzym i Łucznikiem Strzelce Krajeńskie. Dopiero w spotkaniu "na szczycie" (z ekipą ze Świebodzina) gorzowianie zademonstrowali pełnię możliwości, zwyciężając 1:0. Rundę jesienną zakończyli w bliskim kontakcie punktowym do drużyny Pogoni.

Fot. "Gazeta Lubuska".

2005

Runda wiosenna przebiegała podobnie. Na początek Stilon stracił kilka punktów (w Trzebiczu, Krośnie Odrzańskim, Skwierzynie), i wydawało się, że nie ma już szans na doścignięcie prowadzącej Pogoni. Jednak od 25. kolejki nastąpiła znakomita passa gorzowian - osiem kolejnych zwycięstw z rzędu: 3:0 z Odrą Górzyca (w), 1:0 z Unią Żary (d), 2:1 z Lubuszaninem Drezdenko (w), 3:1 ze Stalą Sulęcin (d), 2:0 z Błękitnymi Nowogród Bobrzański (w), 5:1 z Toromą Torzym (d), 1:0 z Celulozą Kostrzyn (w), 1:0 z Łucznikiem Strzelce Krajeńskie (d). W tym momencie, przed bezpośrednim pojedynkiem "na szczycie", Stilon tracił do lidera ze Świebodzina 6 pkt., i teoretycznie wszystko było jeszcze możliwe. Jednak tym razem lepsza była jedenastka Pogoni, która po wygranej 3:1 zapewniła sobie awans do IV ligi, a Stilonowi pozostała walka o III ligę w następnym cyklu rozgrywek.

Podstawową jedenastkę gorzowskiego zespołu w sezonie 2004/05 tworzyli: Jeż - Czarnecki, Borowy, Skórczyński, Szwiec - Jonasz, Cierach, Pszczółkowski, Kuźmińczuk - Hołub, Krzyżak. Najwięcej bramek zdobył Hołub - 16. Zaplecze juniorskie stanowili Karol Dębski, Krzysztof Grzybowski, Paweł Nowak, Kamil Protosawicki.

Przed rozgrywkami IV ligi lubuskiej sezonu 2005/06 faworyt był już tylko jeden - gorzowski Stilon. Nie było w gronie czwartoligowców żadnego spadkowicza z III ligi, nie było już zespołu Pogoni Świebodzin, i w zasadzie tylko w ekipach z Żagania i Witnicy można było upatrywać godnych rywali dla Stilonu. Dodatkową przewagą gorzowian, oprócz zdecydowanie silniejszego składu (w przerwie letniej wrócili kolejni byli stilonowcy: Tomasz Dolaciński, Krzysztof Kuźmińczuk, oraz - w roli trenera - Andrzej Rejman), były większe tradycje, wyższy poziom organizacyjny, większy budżet, większe zainteresowanie kibiców, oraz ... największa motywacja do awansu.

Podobnie jak rok wcześniej, początek rozgrywek był nie do końca udany, gdyż zespół Stilonu w trzech pierwszych spotkaniach zgromadził zaledwie 3 punkty, i zaczęto nawet przebąkiwać o ... zmianie trenera. Szybko jednak naprędce zgrywana ekipa gorzowska złapała właściwy rytm, najpierw pokonując w ważnym pojedynku Czarnych Witnica 3:1, a następnie odnosząc dwanaście kolejnych zwycięstw (łączny bilans tych trzynastu spotkań - 39 pkt., bramki 34:2). Dopiero w ostatnim spotkaniu rundy jesiennej, Stilon dość niespodziewanie zaznał goryczy porażki, ulegając Fadomowi Nowogród Bobrzański 0:1.

2006

Przed rundą wiosenną, jedynym pytaniem było już tylko, z jaką przewagą na koniec sezonu zwycięży w lidze zespół Stilonu. Do Gorzowa przyszło bowiem kolejnych trzech zawodników: Marcin Całko z Odry Chojna, oraz dwaj byli stilonowcy: Maciej Malinowski (osłabiony został tym samym jedyny poważniejszy rywal w walce o awans) i Krystian Weres (Osadnik Myślibórz). I rzeczywiście, rozpędzony zespół gorzowski nie dał rywalom żadnych szans, pokonując 5:2 Ilankę Rzepin, 1:0 Spójnię Ośno, 5:1 Orła Międzyrzecz, 2:0 Toromę Torzym, 3:0 Odrę Bytom Odrzański, 2:1 Unię Żary, 5:0 Odrę Górzyca, 2:0 Czarnych Żagań, 4:0 Budowlanych Lubsko, oraz 2:1 MKS Nowe Miasteczko. Zdarzyło się co prawda kilka "wpadek", takich jak remisy z Czarnymi Witnica, Łucznikiem Strzelce, i Tęczą Krosno, czy porażki z KS-em Drezdenko i ponownie z Fadomem Nowogród, ale końcówka rundy znów była popisem stilonowców, którzy zaaplikowali rywalom - w pojedynkach z Błękitnymi Toporów i Celulozą Kostrzyn - 13 bramek. Ostatecznie Stilon zajął I miejsce z dorobkiem 81 pkt., podczas gdy drugi w tabeli Fadom uzbierał 68 "oczek".

Stilon występował w tym sezonie najczęściej w następującym zestawieniu: Jeż - Dolaciński, Skórczyński, Szwiec - K. Kuźmińczuk, M. Kuźmińczuk, Cierach, Pszczółkowski, Szałas - Hołub, Malinowski. Dwaj ostatni zaliczyli w tych rozgrywkach po 19 trafień. W kadrze byli też rezerwowi bramkarze Szymon Mielniczek i Tomasz Rejman, oraz Kacper Nowicki i Mateusz Szczurek.

Powrót po pięciu latach przerwy do III ligi oznaczał konieczność dokonania wzmocnień składu. Beniaminkowi z Gorzowa prezes, działacze, oraz ... kibice postawili bowiem za zadanie powalczyć nie tylko o utrzymanie, ale o co najmniej środek tabeli. Przy zaistnieniu sprzyjających warunków liczono nawet na walkę o drugie, premiowane barażami o awans miejsce.

W przerwie letniej doszło kilku zawodników, po raz kolejny zmieniono także szkoleniowca. Na pozycji bramkarza Tomasza Jeża zastąpił grający ostatnio w Świebodzinie wychowanek Stilonu - Dawid Dłoniak. Spore przemeblowanie nastąpiło w defensywie - z poprzedniego składu został jedynie Skórczyński, pojawili się natomiast: Jakub Nabzdyk z rezerw Amiki Wronki, Tomasz Ruminkiewicz z Arki Nowa Sól, i mający za sobą kilkanaście spotkań w ekstraklasie Adam Więckowski z Pogoni Świebodzin. Linię pomocy uzupełnił Arkadiusz Jarymowicz z Arki Nowa Sól, natomiast partnerem Malinowskiego w ataku został młodzieżowiec Lecha Poznań - Piotr Czarnecki. Na ławce trenerskiej usiadł natomiast znany w województwie Marek Czerniawski. Z młodzieży wybijała się trójka Sebastian Fabiański, Krzysztof Stojanowski, Tomasz Mielcarek.

Zespół Stilonu Gorzów - beniaminka III ligi (lato 2006). Stoją od lewej: kierownik drużyny Ryszard KACZOREK, Marcin CAŁKO, Jakub NABZDYK, Mariusz HOŁUB, Maciej MALINOWSKI, Dawid DŁONIAK, Tomasz DOLACIŃSKI, Sebastian FABIAŃSKI, Paweł CIERACH, Arkadiusz SKÓRCZYŃSKI, Tomasz RUMINKIEWICZ, Adam WIĘCKOWSKI, oraz trener Marek CZERNIAWSKI. W przysiadzie: Mateusz SZCZUREK, Łukasz MALISZEWSKI, Tomasz SZWIEC, Damian SZAŁAS, Szymon MIELNICZEK, Arkadiusz JARYMOWICZ, Krzysztof KUŹMIŃCZUK, Krzysztof PSZCZÓŁKOWSKI, Krystian WERES, oraz Piotr DĘBSKI.

Fot. internet.

Pierwsze mecze były dla zespołu Stilonu w miarę udane. Co prawda na własnym boisku stilonowcy zapłacili "frycowe", ulegając Szczakowiance Jaworzno 1:3, ale za to na obiektach rywali potrafili zdobywać jeden, a nierzadko i po trzy punkty. Po remisach w Jastrzębiu i Głogowie, wygranej w Lubinie (z rezerwami Zagłębia), oraz zwycięstwach u siebie z Lechią Zielona Góra i TOR-em Dobrzeń Wielki, dość nieoczekiwanie Stilon znalazł się w ścisłej czołówce III ligi.

Prawdziwą sensacją zakończyło się spotkanie ósmej kolejki, w której Stilon pokonał w Katowicach absolutnego faworyta tej grupy - zespół GKS-u, naszpikowany wieloma utytułowanymi zawodnikami. Potem przyszła m. in. wygrana po zaciętym boju z Walką Zabrze, a że zespoły z Katowic i Jastrzębia traciły nieoczekiwanie kolejne punkty, mecz 11. kolejki w Gorzowie był już spotkaniem "na szczycie".

Fot. internet.

Na Myśliborską zjechał wówczas równie doskonale sobie radzący Raków Częstochowa. Spotkanie obserwowała nie notowana od wielu lat liczba kibiców (4.500), co było kolejnym dowodem na powoli odbudowującą się rangę piłki nożnej w Gorzowie. Sam mecz zakończył się remisem 1:1, ale do zawodników gorzowskich nikt nie miał pretensji. Nieco słabsza postawa w kolejnych rundach spowodowała obsunięcie się w tabeli na nieco dalsze pozycje, ale o utrzymanie nikt nie musiał się już martwić.

2007

W przerwie zimowej nastąpiły jedynie kosmetyczne zmiany w składzie: doszedł niegdyś już grający w Stilonie Ireneusz Chrzanowski (z Mieszka Gniezno), oraz Mateusz Konefał (z Arki Nowa Sól) i Piotr Gajewski (z Pogoni Barlinek). Dwaj pierwsi grali "w kratkę", zaś trzeci stał się szybko jednym z najlepszych "snajperów" w gorzowskiej drużynie.

Pierwsza połowa rundy wiosennej była niezbyt udana. Zespół Stilonu przegrał m. in. z GKS-em Jastrzębie (na własnym stadionie), Lechią Zielona Góra, oraz zremisował kilka innych, wydawałoby się, "łatwych" spotkań. Prawdziwą niespodzianką, niestety niemiłą, była porażka z outsiderem z Dobrzenia Wielkiego. Po tym meczu zarząd postanowił "podziękować" trenerowi Czerniawskiemu, i zatrudnić, w roli "strażaka" Mariusza Kurasa.

Fot. internet.

Debiut szczecińskiego szkoleniowca był bardzo udany, gdyż gorzowianie pokonali po raz drugi w sezonie GKS Katowice, tym razem 1:0 (spotkanie oglądało około 5 tys. kibiców). Potem przyszły kolejne udane występy: remis w Zabrzu, zwycięstwo z Gawinem, remis w Częstochowie, remis w Słubicach, oraz wygrane z Arką Nowa Sól i Skalnikiem Gracze. Jedynym słabszym meczem Stilonu był w tym okresie przegrany 1:2 pojedynek z Pogonią Świebodzin, który ... pozwolił gościom utrzymać się w lidze. Ostatecznie gorzowianie zajęli w tabeli 9. miejsce, choć mogło być ono na pewno znacznie wyższe (co najmniej 4.), gdyby nie punkty stracone z najsłabszymi drużynami.

Podstawowy skład Stilonu w rozgrywkach sezonu 2006/07 wyglądał następująco: Dłoniak - Nabzdyk, Ruminkiewicz, Skórczyński, Więckowski - Jarymowicz, Maliszewski, Szałas, Weres - Malinowski, Gajewski. We wszystkich spotkaniach udział brali: Dłoniak i Więckowski. Najwięcej goli zdobył Malinowski - 13.

W Pucharze Polski Lubuskiego ZPN, Stilon, po pokonaniu FC Kłodawa 13, Kłosa Małyszyn, Lubuszanina Drezdenko, Łucznika Strzelce Krajeńskie, Arki Nowa Sól, Unii Kunice, uległ w finale Lechii Zielona Góra 0:2. Dało to awans do rozgrywek centralnych, gdzie gorzowianie ulegli jednak pewnie Nielbie Wągrowiec 0:3.

Następny sezon został zaznaczony kolejną reorganizacją systemu rozgrywek. Od sezonu 2008/09 zaplanowano bowiem powołanie nowych, bardziej "uszczuplonych" lig szczebla centralnego. Najlepsza ekipa III ligi miała awansować do nowej I (dawnej II) ligi, natomiast drużyny z miejsc 2.-7. zakwalifikować się miały do nowej II ligi, składającej się nie z czterech, lecz już tylko z dwóch grup. Pozostałe teoretycznie miały utrzymać swój III-ligowy status, lecz w rzeczywistości miał być to de facto poziom IV ligi (dawnej tzw. ligi "makroregionalnej").

Drużynie Stilonu postawiono przed sezonem jasny cel: minimum awans do nowej II ligi, ewentualnie walka o 1. miejsce w tabeli, i I ligę. Zespół został znów poważnie, jak na warunki III ligi wzmocniony. Doszli przede wszystkim: grający dawniej w Widzewie Łódź i Górniku Polkowice Marcin Morawski, wychowankowie Stilonu: Robert Gaca (ostatnio Kujawiak Włocławek) i Kamil Kassian (Dyskobolia Grodzisk), oraz czołowi piłkarze "śląskiej" grupy III ligi: Robert Kozioła (Polonia Słubice), Tomasz Cenin (Pogoń Świebodzin), Radosław Druciak (Chrobry Głogów). Pojawili się także Radosław Erlich ze Stargardu Szczecińskiego, Tomasz Grabowski z Oławy i Mateusz Żebrowski z Nowej Soli. Nowym szkoleniowcem został trenujący dawniej m. in. zespoły z Wrocławia Grzegorz Kowalski.

Początek rozgrywek był równie udany, jak sezon wcześniej. Stilon pokonał Pogoń Świebodzin oraz Skalnika Gracze, i szybko usadowił się w "czubie" tabeli. Potem przyszedł nieco słabszy okres (porażka w Słubicach, remisy z Rakowem i Lechią, "frajerska" porażka w Królewskiej Woli), lecz od spotkania 9. kolejki z Koszarawą Żywiec, wygranego 2:0, zespół gorzowski grał już poprawnie i w miarę skutecznie, i cały czas trzymał się w ścisłej czołówce ligi.

Wielkim wydarzeniem były obchody 750-lecia miasta i jednocześnie 60-lecia sekcji piłkarskiej ZKS Stilon. Najpierw młodzi gorzowscy piłkarze wygrali turniej juniorów do lat 15, pozostawiając w tyle Lecha Poznań i niemiecką ekipę TV Elverdissen. Potem oldboje niebiesko-białych (między innymi Rejman, Dudek, Stępiński, Dragon, Dudziec, Żmijak, Cyranek, Ostapiuk, Woziński, Karolak, Stróżyński, Skrzyński, Janczylik, Ludniewski, Krysiński, Jagodziński, Filas, Burzawa, Dawidowicz) ulegli Lechowi (w składzie z Pleśnierowiczem, Rzepką, Krygerem, Twardygroszem, Janeczkiem, Okońskim, Pachelskim, Niewiadomskim) 0:4. Następnie odbył się mecz drużyny ligowej Stilonu wzmocnionej wychowankami Łukaszem Adamskim (ŁKS Łomża), Tomaszem Suwarym (Dynamo Berlin) i kilkoma zawodnikami grającymi w drużynach tzw. Młodej Ekstraklasy, z Łódzkim Klubem Sportowym. Zespół gorzowski spisał się nieźle, remisując z ekstraklasowcem 1:1. Kilka tygodni później, na dodatkowy mecz przyjechał do Gorzowa także pierwszy zespół "Kolejorza" pokonując stilonowców 4:1. W drużynie poznańskiej grały takie gwiazdy jak Reiss, Kotorowski, Kikut, Rumun Dolha, Serb Injać, Macedończyk Tanevski, Bułgar Micanski, Panamczyk Henriquez, czy Peruwiańczyk Anderson Cueto. Dodatkowo niebiesko-biali uświetnili swoją grą otwarcie kompleksu sportowo-rekreacyjnego w Górzycy, gdzie mieli zagrać początkowo z ... reprezentacją młodzieżową Wietnamu, ostatecznie skończyło się na sparringu i wyniku 6:1 z miejscową Odrą.

2008

Szczególnie udany był okres od 13. do 20. kolejki spotkań. Nie licząc porażki w Częstochowie, Stilon odniósł w tym czasie same zwycięstwa: 3:0 z Orłem Ząbkowice Śląskie, 2:0 z Chrobrym Głogów, 2:1 z Rozwojem Katowice, 3:0 z Pogonią Świebodzin, 2:0 ze Skalnikiem Gracze, 4:2 z Polonią Słubice i 1:0 z Unią Żary. Mimo tego drużyna Stilonu niemal cały czas zajmowała w tabeli drugą lokatę, za częstochowskim Rakowem.

Ekipa Stilonu Gorzów - wiosna 2008 r. Stoją od lewej: Grzegorz KOWALSKI (trener), Krystian WERES, Tomasz MIELCAREK, Robert KOZIOŁA, Sebastian FABIAŃSKI, Dawid DŁONIAK, Tomasz RUMINKIEWICZ, Maciej MALINOWSKI, Arkadiusz CHROBOT, Adam WIĘCKOWSKI, Arkadiusz DRAGON (II trener). Klęczą: Tomasz PAWLAK, Marcin MORAWSKI, Łukasz MALISZEWSKI, Tomasz GRABOWSKI, Kamil KASSIAN, Tomasz SZWIEC, Mateusz SZCZUREK, Krzysztof KACZMAREK, Radosław ERLICH, Damian SZAŁAS, Piotr GAJEWSKI, Krzysztof STOJANOWSKI.

Fot. "Gazeta Lubuska". 

Wiosną 2008 r. w składzie Stilonu znów nastąpiło kilka zmian, lecz tym razem nowo pozyskani zawodnicy (Arkadiusz Chrobot, Krzysztof Kaczmarek, Tomasz Pawlak, Damian Szałas - powrót z wypożyczenia z ŁKS-u Łódź, Krzysztof Ziemniak) udanie wprowadzili się do drużyny.

Fot. "Gazeta Lubuska".

Ostatnie dziesięć kolejek było istnym horrorem dla kibiców gorzowskich. W 21. kolejce Stilon zaledwie zremisował z Walką Zabrze 1:1, i nie wykorzystał szansy zbliżenia się w tabeli do prowadzącego Rakowa (w tym momencie Raków miał 47 pkt., zaś Stilon 42). Potem przyszły szczęśliwe wygrane w Zielonej Górze (gol Erlicha w 87 minucie) oraz w Żywcu, a także pewna wygrana z Gawinem Królewska Wola 2:0, i po 24. kolejkach Stilon już prowadził w III-ligowej tabeli, mając 51 pkt. (Raków miał 50 "oczek"). Kiedy stilonowcy pokonali silny MKS Kluczbork 2:0, wydawało się, że awans jest już bardzo blisko.

Fot. internet.

Gorzowian czekał jednak jeszcze niezwykle ważny mecz w Legnicy z Miedzią. Na trudnym terenie, po ciężkim boju, stilonowcy "wyszarpali" cenny punkcik, jednak w tej samej kolejce zwycięstwo odniósł Raków, i awans znów stanął pod znakiem zapytania.

W 27. kolejce sensacyjną porażkę ponieśli zawodnicy z Częstochowy, a że w tym samym czasie Stilon rozgromił Arkę Nowa Sól 4:0 (gole zdobywali Pawlak, Chrobot, Morawski, i Malinowski), toteż na fotel lidera wrócili niebiesko-biali (58 pkt., dwa "oczka" przed Rakowem).

W 28. kolejce Stilon mógł już praktycznie "przyklepać" awans, jednak zaledwie zremisował w Ząbkowicach Śląskich z Orłem. Na szczęście w tej samej kolejce Raków stracił punkty w Kluczborku, i przewaga Stilonu wynosiła już 3 pkt.

Spotkanie przedostatniej kolejki Stilon Gorzów - Chrobry Głogów oglądało grubo ponad 6 tys. kibiców. Mecz odbywał się pod hasłem "I liga dla Gorzowa". Spotkanie zakończyło się olbrzymim niedosytem. Gospodarze, mimo miażdżącej przewagi, nie potrafili "wbić" Chrobremu choćby jednej bramki, a że w tym samym dniu Raków pokonał w pojedynku "na szczycie" Miedź 3:1, przewaga gorzowian w tabeli zmalała do zaledwie jednego punktu.

Fot. internet.

Emocje sięgnęły więc zenitu. Ostatnia kolejka była niemal "hitchcockowskim" thrillerem, gdyż tym, co działo się w Katowicach (mecz Rozwój - Stilon), oraz w Nowej Soli (spotkanie Arka - Raków) można by obdzielić ... kilka sezonów.

Stilon musiał wygrać, by mieć pewny awans. W przypadku remisu trzeba było liczyć na przeciętnie spisujących się nowosolan, że ci odbiorą punkty Rakowowi. "Matematycznych" możliwości było więc sporo. Po pierwszych 45 min. z awansu mogli się cieszyć częstochowianie, bowiem prowadzili oni w Nowej Soli 2:1, zaś Stilon w tym momencie tylko remisował 0:0.

Początek drugiej połowy przyniósł gola Rozwojowi Katowice, jednak utrata bramki zmobilizowała gorzowian, którzy szybko - po bramce Malinowskiego - wyrównali, ale w dalszym ciągu rezultat ten premiował awansem Raków.

W Nowej Soli w tym samym czasie zaczęły dziać się rzeczy dziwne. Drugi rzut karny, druga bramka Tomasza Romaniuka i ... 2:2. Ten wynik dawał awans Stilonowi, jednak w tym samym czasie Damian Szałas sprokurował "jedenastkę" dla Rozwoju, i wydawało się, że po chwili niebiesko-biali będą już "za burtą". Zawodnik zespołu z Katowic strzelił tymczasem w słupek, a że w tym samym momencie padła w Nowej Soli kuriozalna bramka dla Arki na 3:2, gorzowski sektor "oszalał" z radości. Po chwili jeszcze 100-procentową szansę na 2:1 dla Stilonu zmarnował Gajewski, a następnie ... 200-procentową szansę na 2:1 dla Rozwoju jeden z zawodników gospodarzy. Ostatecznie w Katowicach skończyło się na 1:1, a w Nowej Soli na sensacyjnym 3:2, toteż awans mogli świętować zawodnicy trenera Grzegorza Kowalskiego.

Fot. "Gazeta Lubuska".

A oto aktorzy tego niesamowitego spotkania:
Rozwój: Kolonko, Will, Polarz, Bosowski, Lis, Waniek (Pasko), Bonk, Brysz (Buffi), Brzozowski, Colik (Rytczak), Michalski (Kozieł). Stilon: Dłoniak, Ruminkiewicz, Gaca, Więckowski, Ziemniak (Gajewski), Erlich (Grabowski), Chrobot, Maliszewski (Morawski), Szałas, Malinowski, Pawlak (Kozioła).

Przed rozgrywkami II ligi (nazywanej od sezonu 2008/09 "I ligą") gorzowscy działacze mieli mnóstwo pracy. Po pierwsze, trzeba było bardzo szybko zmontować skład mogący sobie poradzić w tej lidze, a po drugie - jeszcze szybciej - przystosować bazę (stadion, sanitariaty, szatnie, budynek socjalny) do wymogów już w pełni profesjonalnych rozgrywek. Warto tu wspomnieć, że Stilon awansował z 3 ligi nie do 2 ligi, lecz do de facto ... 1,5 ligi, gdyż z różnych przyczyn (przede wszystkim korupcyjnych) na zapleczu ekstraklasy znalazły się tak utytułowane i doświadczone ekipy, jak: Mistrz Polski z 2007 r. - Zagłębie Lubin, a także Korona Kielce, Górnik Łęczna, Widzew Łódź, czy Wisła Płock. Stawkę uzupełniały drugoligowy nuworysz - Flota Świnoujście, kolejny beniaminek - Dolcan Ząbki, a także Kmita Zabierzów, Stal Stalowa Wola, Podbeskidzie Bielsko-Biała, Tur Turek, Znicz Pruszków, Odra Opole, Warta Poznań, Motor Lublin, oraz niedawni rywale Stilonu z sezonu 2006/07, czyli GKS Jastrzębie oraz GKS Katowice.

Sprawy z przystosowaniem stadionu - dzięki wydatnej pomocy miasta - udało się szybko załatwić, dzięki czemu obiekt przy ul. Myśliborskiej przeszedł wreszcie pierwszą od wielu lat "renowację". Pojawiło się kilka tys. plastikowych siedzisk, nowe boksy, szatnie, a także nowe sektory na trybunach. Jeśli chodzi o sprawy sportowe, tu było już nieco gorzej. Od zakończenia sezonu 2007/08 do rozpoczęcia nowego było tylko kilka tygodni, stąd brakło czasu na sprawdzenie zawodników, czy też dużą liczbę sparringów. Ostatecznie, trener Kowalski dokonał kilkunastu kolejnych roszad w składzie, lecz jak się okazało później, w większości nieudanych. Odeszli: bramkarz Fabiański (powrót do Wronek), obrońcy Szwiec (wyjazd do Anglii) i Stojanowski (Ilanka Rzepin), pomocnicy Grabowski (powrót do Oławy), Kaczmarek (powrót do Śląska Wrocław), Kassian (Czarni Żagań), Morawski (Górnik Wałbrzych), i napastnicy Erlich (Pogoń Świebodzin), Gajewski (Ilanka), oraz Weres (także Ilanka). Do tego po dwóch kolejkach sezonu 2008/09 do innych klubów udali się także Tomasz Pawlak i Arkadiusz Chrobot. W ich miejsce pojawili się: były drugi bramkarz Dyskobolii Grodzisk - Dariusz Brzostowski; obrońcy Josef Petrik (Czech grający wcześniej w II lidze w barwach Pelikana Łowicz), Michał Sudoł (AKS Strzegom) i Mariusz Wolbaum (Tęcza Krosno Odrzańskie); pomocnicy Krzysztof Kaczmarczyk (Polonia Słubice), Adrian Łuszkiewicz (Lechia Zielona Góra), Mateusz Milkowski (Chrobry Głogów), Szymon Sawala (Olympiakos Volos, wcześniej Amica Wronki) i zawodnik rodem z ... Ghany - Patrick Tetteh (Accra Hearts of Oak SC); oraz napastnicy: król strzelców III ligi Emil Drozdowicz (Lechia Zielona Góra) i Piotr Ruszkul (Górnik Zabrze). Testowano także bramkarzy: Michała Marnysza z Celulozy Kostrzyn, Łukasza Trafalskiego z Pogoni Barlinek, a także między innymi Mateusza Marcinkowskiego z rezerw poznańskiego Lecha, wychowanków Stilonu Łukasza Adamskiego i Marcina Gaborka, Macieja Manelskiego z jarocińskiej Jaroty, oraz Kamila Hempela z Arki Gdynia.

Początek rozgrywek był jednak dla niemal nowej jedenastki gorzowskiej fatalny. W obecności około 6-7 tys. widzów stilonowcy ulegli Flocie Świnoujście 0:1 (co uznano jeszcze wtedy za sporą sensację), a potem w końcówkach spotkań stracili kolejne 3 punkty, zaledwie remisując w ... Nowym Dworze Mazowieckim z Dolcanem Ząbki, i przegrywając u siebie w meczu "na wodzie" z Kmitą Zabierzów. Do tego doszły jeszcze porażki z byłymi I-ligowcami w Kielcach (0:3) i Łodzi (0:3), i w obozie gorzowskim zrobiło się niezwykle nerwowo.

Fot. internet.

Spotkanie z silną ekipą Górnika Łęczna przyniosło sporo zmian w klubie. Przed meczem zakontraktowano nowych zawodników, i to nie byle jakich, bo posiadających I-ligowy staż Krzysztofa Michalskiego (z Polonii Warszawa) i 14-krotnego reprezentanta Polski, Pawła Kaczorowskiego (z Warty Poznań). Przyjście tych piłkarzy spowodowało "świeży powiew" w grze zespołu, który poczuł się nieco pewniej, gdyż doświadczeni Michalski i Kaczorowski wnieśli sporo spokoju i doświadczenia. Znalazło to odbicie już w spotkaniu z Łęczną, pewnie - po bramkach Ruszkula i Drozdowicza w pierwszym kwadransie gry - wygranego 2:1. Paradoksalnie jednak po tym meczu z zespołem pożegnał się Grzegorz Kowalski, w którego miejsce zakontraktowano trenera o znanym nazwisku, czyli byłego reprezentanta Polski w barwach Lecha Poznań - Czesława Jakołcewicza.

Przyjście nowego szkoleniowca często daje piłkarzom przysłowiowego wiatru w żagle. Tak było i z graczami Stilonu, którzy pewnie (po golach Więckowskiego, Malinowskiego i Sawali) pokonali Stal Stalowa Wola 3:0, potem zremisowali w Bielsku Białej z liderem, Podbeskidziem 0:0, zwyciężyli GKS Jastrzębie 1:0, zremisowali w Turku z Turem 0:0, i pokonali 2:0 GKS Katowice. Jedyną porażką było w tym okresie 2:5 z Zagłębiem Lubin, ale trzeba jednak przyznać - Stilon Gorzów zagrał na stadionie w ... Polkowicach niezłe spotkanie, remisując do 60 minuty 2:2. Gra gorzowskiego zespołu wyglądała już o niebo lepiej, niż na początku sezonu, i z 15 punktami Stilon plasował się w tabeli w okolicach "bezpiecznego" 10.-12. miejsca.

W tym momencie jednak nastąpił dramat. Jeszcze w pierwszej połowie meczu w Pruszkowie ze Zniczem stilonowcy walczyli z czołową ekipą ligi jak równy z równym, by po przerwie w ciągu kilku minut stracić trzy gole i ulec gospodarzom aż 0:4. Jeszcze gorzej było w kolejnym spotkaniu, gdyż na własnym boisku Stilon został rozbity przez solidny, ale nie należący do potentatów zespół Wisły Płock aż 0:5 (tak wysoko niebiesko-biali nie przegrali u siebie od 1968 roku!). Potem doszło jeszcze do porażki 0:1 w Opolu z rywalem w walce o utrzymanie - Odrą, a czary goryczy dopełniło 0:2 z fatalnie spisującą się ... do meczu w Gorzowie Wartą Poznań.

Nieco lepiej było w ostatnich kolejkach. Zespół gorzowski potrafił się jeszcze "zerwać", gdyż najpierw zdobył cenne trzy "oczka" w Lublinie, pokonując 2:0 tamtejszy Motor, a w rozgrywanych "awansem" pierwszych kolejkach rundy wiosennej stoczył zacięty (choć przegrany 0:2) pojedynek z Koroną Kielce, oraz zremisował po niesamowitym spotkaniu z Zagłębiem Lubin 2:2. Mecz ten na długo zapisze się w pamięci kibiców gorzowskich, gdyż takiej dramaturgii nie oglądano przy Myśliborskiej od dawna. Posiadający w swoim składzie wielu ekstraklasowych rutyniarzy lubinianie szybko objęli prowadzenie 2:0 i wydawało się, że jest już "po meczu". W drugiej połowie, od około 70 minuty goście chyba zbytnio cofnęli się pod własną bramkę, co wykorzystał Emil Drozdowicz, zdobywając swą ósmą w sezonie bramkę, i było "tylko" i "aż" 1:2. Od tej pory spotkanie nabrało rumieńców, gdyż na bramkę Aleksandra Ptaka sunęły raz za razem ataki gorzowian. Wreszcie w doliczonym czasie gry, w ostatniej akcji meczu (zegar pokazywał już 94 minutę) Paweł Kaczorowski znakomicie "zakręcił" obrońcami Zagłębia, a następnie podał do Maliszewskiego, któremu pozostało już tylko dostawić nogę, by doprowadzić do wyrównania.

Fot. "Gazeta Lubuska".

Tym sposobem Stilon zakończył rundę jesienną z dorobkiem 19 punktów, co prawda na spadkowej, 15. pozycji, ale w bliskim kontakcie punktowym z ekipami z miejsc 9.-14. Zarząd klubu "winą" obarczył za ten stan trenera Jakołcewicza, który nie dość, że nie zdobył wymaganych kontraktem 15 punktów, to nie gwarantował utrzymania zespołu w lidze po rundzie wiosennej. W tej sytuacji ściągnięto trzeciego już w sezonie trenera, którym okazał się "stary dobry znajomy" z lat 1988-92 - Mieczysław Broniszewski.

Co ciekawe, Stilon nie wystawił pierwszej drużyny do rozgrywek o PP LZPN. Grali za to juniorzy, którzy zajęli 1. miejsce w PP okręgu Gorzów-Słubice. A oto wyniki spotkań gorzowian: 10:0 z Wartą Gorzów, 4:1 z Zielonymi Lubiechnia Wielka i 9:0 ze Spartakiem Deszczno.

2009

Nowy szkoleniowiec szybko zabrał się za przemeblowanie składu, gdyż nie było tajemnicą, że w rundzie jesiennej tylko 7-8 zawodników grało na niezłym i oczekiwanym od nich poziomie, a pozostali albo zawiedli, albo borykali się dalej z kontuzjami. Oczywiście należało także wzmocnić kadrę drużyny przynajmniej kilkoma wartościowymi graczami, by mieć 15-16 ludzi "do gry", a nie jak to bywało jesienią, ledwie 12-13.

Okres zimy 2008/09 przejdzie do historii klubu, gdyż urządzono wtedy prawdziwy "casting" do drużyny Stilonu, a na wszelkich sparringach, zgrupowaniach, testach pojawiło się kilkudziesięciu zawodników, nie licząc jeszcze tych, którzy byli "przymierzani", lub którymi klub był choćby tylko przez chwilę zainteresowany.

Najpierw jednak dano wolną rękę niektórym zawodnikom, zwłaszcza tym, którzy byli do Stilonu jedynie wypożyczeni, stąd też już w listopadzie wiadomo było, że ze Stilonem pożegnają się: niedawny idol kibiców Dawid Dłoniak, Mateusz Milkowski, Tomasz Ruminkiewicz, Piotr Ruszkul, Michał Sudoł, oraz Mariusz Wolbaum.

W pierwszych tygodniach po zakończeniu rundy rozegrano jeszcze kilka gier kontrolnych, w których sprawdzano m. in.: bramkarza Lecha Poznań Pawła Linkę, grającego w mołdawskiej ekstraklasie Ukraińca Władimira Kasenicza, Bośniaków (Darko Aleksića, Mario Lamesića, Mirzę Cakića, Jasmina Scuka i Edina Colpę), a także graczy z klubów z niższych klas rozgrywkowych, takich jak: Maciej Mysiak i Łukasz Ślifirczyk (Unia Janikowo), Krzysztof Urbanowicz (Victoria Września), Artur Łazar (ŁKS Łomża). Na "celowniku" gorzowskiego klubu byli przez pewien czas także znani z gry w I lidze zawodnicy, wśród nich m. in. Piotr Bania (Sandecja Nowy Sącz), Stanisław Wróbel (Piast Gliwice), Dariusz Jackiewicz (Zagłębie Lubin), ponadto były bramkarz Zagłębia Sosnowiec Szymon Gąsiński, kolejni golkiperzy Robert Gubiec (Wisła Płock) i Tomasz Laskowski (Górnik Zabrze), Marcel Surowiak (Odra Opole), Robert Rosiński (Śląsk Wrocław), Paweł Galiński (ŁKS Łomża), Jakub Smektała (Jarota), Bułgar Lubomir Bogdanow (PFC Minior Pernik) , a także Amadeusz Kłodawski i Dawid Kucharski (wychowankowie Celulozy Kostrzyn grający w Dyskobolii Grodzisk bądź Lechu Poznań), oraz czołowi gracze III ligi: Michał Kojder z Lechii Zielona Góra i Piotr Burski z Gawina Królewska Wola.

Żaden z tych graczy jednak do Stilonu nie trafił, gdyż albo postanowił pozostać w swoim klubie, albo nie sprawdził się podczas testów w gorzowskim zespole. Jednak do rozpoczęcia rundy wiosennej było jeszcze bardzo daleko, tak więc okres stycznia i lutego obfitował w kolejne zgrupowania, testy i sparringi, na których pojawiła się kolejna grupka "nowych twarzy", a wśród nich pierwsi w historii klubu czarnoskórzy piłkarze.

Zimowa "selekcja" okazała się bardzo ciężka dla kilku graczy, którzy jeszcze nie tak dawno byli pierwszoplanowymi postaciami w zespole. Spory problem powstał z bramkarzami, gdyż kontuzji nabawili się Dariusz Brzostowski i testowany Ukrainiec Siergiej Jakowiec (z obu w końcu zrezygnowano). Spore przemeblowanie nastąpiło także w obronie, gdyż nie utrzymali swojej pozycji w klubie tak doświadczeni gracze, jak: Robert Gaca, Krzysztof Michalski i Adam Więckowski. Ponadto - co było sporą niespodzianką - rozstano się z Pawłem Kaczorowskim, oraz "ikoną" kibiców, Maciejem Malinowskim. Tak więc ze składu z rundy jesiennej pozostali jedynie: Emil Drozdowicz, Krzysztof Kaczmarczyk, Robert Kozioła, Adrian Łuszkiewicz, Łukasz Maliszewski, Josef Petrik, Szymon Sawala, Damian Szałas, Mateusz Szczurek i Krzysztof Ziemniak, czyli mniej niż połowa kadry.

Sporo było też takich, którzy rozegrali po jednym, lub dwa sparringi, i nie znaleźli uznania w oczach trenera Broniszewskiego: bramkarze Kamil Wilk i Dmitrij Asnin (Białoruś), obrońcy Marcin Kikowski, Jakub Poznański, Mateusz Świniarek, pomocnik Arkadiusz Oziewicz, oraz napastnicy Maciej Kononowicz i Ifeanyi Uwadizu (Nigeria).

Prowadzono także zaawansowane rozmowy z piłkarzami, z którymi podpisanie kontraktów byłoby wydarzeniem chyba dotychczas w Gorzowie nie notowanym, m. in. z byłym napastnikiem Stomilu Olsztyn, Zagłębia Lubin, Panioniosu Ateny, Wisły Płock, FBK Kowno, Heart of Midlothian FC, Metalurgu Lipawa - Arkadiuszem Klimkiem; "eksportowymi" niegdyś bramkarzami - Mariuszem Liberdą i Zbigniewem Małkowskim, a przede wszystkim z 70-krotnym reprezentantem Polski - Piotrem Świerczewskim. Rozmowy z "Świrem" i Liberdą utknęły jednak w martwym punkcie z powodu niewyjaśnionych spraw kontraktowych tych zawodników z Polonią Warszawa, kontakt z Małkowskim był krótkotrwały, a z Klimka nie dość że zrezygnowano, to jeszcze doznał on później kontuzji.

W miarę upływu czasu podpisywano z tymi, którzy przekonali do siebie szkoleniowca i zarząd klubu, półtoraroczne kontrakty. Jako pierwszy uczynił to Mateusz Piątkowski (czołowy snajper lidera III ligi - Gawina Królewska Wola), następnie były gracz GKS-u Bełchatów, Radomiaka i Hetmana Zamość - Jakub Cieciura, oraz dwóch doświadczonych i rutynowanych graczy: Nigeryjczyk Sunday Ibrahim (dawniej m. in. Wisła Kraków, KSZO Ostrowiec, Zagłębie Lubin i Hutnik Kraków) i Grzegorz Jakosz (mający na koncie 104 mecze w ekstraklasie były gracz m. in. Górnika Zabrze, Polonii Warszawa, Arki Gdynia i Odry Wodzisław). Potem przyszła kolej na następnych: Jakuba Szałka (uczestnika młodzieżowych MŚ w 2007 roku) z Chemika Police, i rezerwowego bramkarza Widzewa Łódź - Jakuba Hładowczaka. Nie minęły trzy dni, a na liście zakontraktowanych znaleźli się kolejni piłkarze: były zawodnik Polonii Warszawa Nigeryjczyk Brain Marcellinus Obem, oraz grający już niegdyś w Stilonie jego wychowanek, Maciej Truszczyński (w 2008 r. reprezentujący fiński Vaasan Palloseura). Pod koniec lutego ze Stilonem związali się jeszcze ... Kanadyjczyk Robert Sing, grający w II-ligowym szwajcarskim Yverdon Sports FC, Senegalczyk Mohamadou Traore (z Glinika Gorlice), oraz były bramkarz Śląska Wrocław i Zagłębia Lubin, Radosław Janukiewicz.

Kadra Stilonu na wiosnę 2009 roku. Stoją: Grzegorz JAKOSZ, Robert SING, Mateusz PIĄTKOWSKI, Jakub HŁADOWCZAK, Brain Marcellinus OBEM, Maciej TRUSZCZYŃSKI, Szymon SAWALA, Marek KOŃKO (II trener). W środkowym rzędzie: Arkadiusz DRAGON (II trener), Krzysztof SKRZYŃSKI (trener bramkarzy), Josef PETRIK, Krzysztof ZIEMNIAK, Łukasz MALISZEWSKI, Marek ZATOR, Mateusz SZCZUREK, Krzysztof KACZMARCZYK, Jakub SZAŁEK, Paweł BRAŁKO (masażysta), Ryszard KACZOREK (kierownik drużyny). W dolnym rzędzie: Adrian ŁUSZKIEWICZ, Mohamadou TRAORE, Damian SZAŁAS, Mieczysław BRONISZEWSKI (trener), Emil DROZDOWICZ, Sunday IBRAHIM, Jakub CIECIURA.

Fot. "Przegląd Sportowy".

Po tych wzmocnieniach, oraz po serii udanych sparringów (m. in. 1:2 z Lechem Poznań, 2:1 z Zagłębiem Lubin, 2:1 z Pogonią Szczecin, 6:0 z Rakowem Częstochowa) z nadzieją oczekiwano początku rozgrywek. Zespół prezentował się skutecznie zarówno w ofensywie, jak i w grze obronnej. Niepokój wzbudziła jednak porażka w ostatnim testmeczu z III-ligową Lechią Zielona Góra, w którym to stilonowcy polegli po przeciętnej grze gościom z Winnego Grodu 0:1. W spotkaniu tym wystąpiła praktycznie już "wyjściowa" jedenastka na mecz z Flotą w Świnoujściu, ale trener obiecywał, że w lidze będzie inaczej, i zapowiadał przywiezienie 3 pkt. z wyprawy na wyspę Uznam.

Tymczasem początek rundy wiosennej był dla Stilonu fatalny, by nie powiedzieć tragiczny. Cóż z tego, że gorzowianie dominowali przez większość meczu w Świnoujściu, skoro trzy punkty po dwóch błędach obrony pozostały u gospodarzy. Podobnie było w meczu z Dolcanem u siebie (porażka 1:2 po "frajerskim" błędzie Janukiewicza i bramce straconej w ... 94 min. gry), i tylko 3 pkt. zainkasowane za walkower z wycofanym Kmitą Zabierzów spowodowały, że na dwanaście kolejek przed końcem Stilon znajdował się jeszcze na pozycji barażowej.

Następne spotkania miały dać odpowiedź na pytanie, czy Stilon jest w stanie się podnieść i powalczyć o ucieczkę ze strefy zagrożonej, a także ... pierwsze punkty z gry, choć rywale należeli do tych z tzw. górnej półki (ograne w ekstraklasie Górnik Łęczna i Widzew Łódź).

Mecz w Łęcznej okazał się istnym curiosum. W pierwszej połowie zdecydowanie dominował Stilon, i tylko własnej nieudolności mógł zawdzięczać to, że nie prowadził 3:0, a jedynie remisował 0:0. Gdy wydawało się, że w drugiej połowie gorzowscy piłkarze w końcu "rozbiją" łęcznian, nagle na stadionie zgasło sztuczne oświetlenie, a że było już grubo po 21:00, i awaria była poważna, sędzia zadecydował, że druga połowa rozpocznie się ... przy świetle naturalnym, czyli następnego dnia, o godzinie 11:00. Ten najdłuższy chyba mecz w historii klubu zakończył się niestety kolejną stratą punktów, gdyż przegrywający zasłużenie 0:1 gospodarze w 89 minucie zdołali wbić Stilonowi kolejnego "farfocla", i z pewnych wydawałoby się 3 pkt. niebiesko-biali przywieźli zaledwie jeden.

Fot. internet.

11 kwietnia 2009 roku na Myśliborską od samego rana ciągnęły tłumy kibiców, bowiem tego dnia do Gorzowa przyjechał liderujący w tabeli i pewnie zmierzający do ekstraklasy łódzki Widzew. Ledwie około 7-8 tys. widzów dobrze nie zajęło miejsc na trybunach, a gospodarze prowadzili już 1:0, po pięknym strzale z niemal 20 metrów w wykonaniu Jakuba Cieciury. Trzeba dodać w tym miejscu, że była to pierwsza akcja stilonowców w tym spotkaniu.

Szybko zdobyta bramka "podcięła" nieco skrzydła łodzianom, i niewiele brakowało, by Stilon poszedł za ciosem, i strzelił kolejnego gola. Niestety, później gra wyrównała się, i pod koniec pierwszej połowy Marcin Robak zdobył bramkę dla Widzewa, która z kolei nieco podłamała gorzowian.

Fot. program z meczu GKP Gorzów.

Druga połowa była prowadzona w bardzo szybkim tempie, a stroną zdecydowanie przeważającą był Stilon. Cóż z tego jednak, skoro niebiesko-biali (głównie Traore i Piątkowski) po raz kolejny marnowali świetne okazje do zdobycia zwycięskiej bramki. Ostateczny wynik widownia przyjęła z mieszanymi uczuciami - przed spotkaniem chyba każdy brałby remis "w ciemno", a po meczu wszyscy żałowali straconej szansy na pokonanie słabego w tym dniu Widzewa, i ... straconych kolejnych dwóch ligowych "oczek".

Sytuacja w tabeli zaczęła robić się już naprawdę nieciekawa, i tylko wycofanie Kmity, problemy finansowo-organizacyjne Odry Opole, oraz beznadziejna postawa na wiosnę Tura Turek i Motoru Lublin (które to u siebie remisowały lub przegrywały mecze) dawały jeszcze nadzieję na uniknięcie bezpośredniego spadku. Na utrzymanie się bez baraży szans było coraz mniej, gdyż rewelacyjnie grali w rundzie rewanżowej słabi jesienią poznańscy "warciarze" oraz katowicka "Gieksa", a punkty zdobywały także Stal Stalowa Wola, Dolcan Ząbki i GKS Jastrzębie, czyli niedawni sąsiedzi Stilonu w tabeli.

Kolejne trzy spotkania miały dać odpowiedź na pytanie, czy Stilonowi uda się jeszcze nawiązać kontakt punktowy z "bezpieczną" strefą, gdyż gorzowianie grali z rywalami z dolnej półki (Stalowa Wola, Jastrzębie), a u siebie podejmowali solidny, ale będący do ogrania zespół Podbeskidzia Bielsko-Biała. Pięć, a nawet siedem punktów wydawało się być realnymi do zdobycia.

Niestety, w tym momencie nastąpiła kulminacja niemocy gorzowskiego Stilonu. Niebiesko-biali w fatalnym stylu (błąd obrony, kiks bramkarza i sześć niewykorzystanych "setek") przegrali ze Stalą 1:2, potem skompromitowali się w "deszczowym" pojedynku z bielszczanami (przy stanie 0:3 kibice skandowali szyderczo "jeszcze jeden"), a na dokładkę polegli bez walki w Jastrzębiu 1:2. Szanse na utrzymanie stawały się coraz bardziej iluzoryczne, a na domiar złego miarka kibiców przebrała się, gdyż po spotkaniu z Podbeskidziem tzw. epitetami obrzucano niedoszłego "cudotwórcę", czyli Mieczysława Broniszewskiego.

W tym momencie zarząd klubu podjął radykalne kroki - rozstano się za porozumieniem stron z dotychczasowym szkoleniowcem, w jego miejsce zatrudniając ... czwartego już w sezonie trenera - Adama Topolskiego, a na dodatek przywrócono do kadry zawodniczej niechcianych zimą, i trenujących z ... juniorami straszymi Dawida Dłoniaka i Pawła Kaczorowskiego. Jak się na koniec okazało, powrót tych piłkarzy, co prawda nie będących w pełni formy, ale mających pozytywny wpływ na atmosferę w szatni, okazał się strzałem w dziesiątkę.

2 maja o godzinie 17:00 rozpoczął się pierwszy z serii meczów "z nożem na gardle", czyli pojedynek Stilonu Gorzów z Turem Turek. Goście grali do tej pory fatalnie, zdobywając ledwie dwa punkciki na wiosnę, i w tym kibice gorzowscy upatrywali szansy na pierwsze zwycięstwo w tej rundzie. Niestety, mimo ogromnej ambicji, i momentami niemal zamknięcia rywala na własnym polu karnym, gospodarze zaledwie zremisowali to arcyważne spotkanie 2:2 (remis uratował na siedem minut przed końcem Paweł Kaczorowski), tracąc bramki - jakżeby inaczej - po dwóch fatalnych błędach obrońców.

Kolejne spotkania tylko potwierdziły wiszące nad drużyną fatum. W Katowicach do 70 minuty Stilon pewnie prowadził 1:0, niestety skończyło się "jak zawsze", czyli remisem; w spotkaniu "przedostatniej szansy" ze Zniczem Pruszków mimo przygniatającej przewagi niebiesko-biali znów tylko zremisowali 0:0; wreszcie z Płocka mimo prowadzenia do 79 minuty 2:1 w pojedynku z Wisłą gorzowianie nie wywieźli nawet punktu ...

Na szczęście dla Stilonu, bezpośredni rywale (już tylko Odra, oraz przede wszystkim Tur i Motor) także tracili punkty, a na dodatek "konająca" ekipa z Opola pokonała lublinian 1:0, stąd też na trzy kolejki przed końcem gorzowianie mieli jeszcze szansę na baraże, ale przy założeniu, że ... wygrają trzy ostatnie spotkania.

Mecz z Odrą był meczem "już naprawdę ostatniej szansy". Zaczęło się dla gospodarzy fatalnie, gdyż najpierw napłynęły wieści ze Świnoujścia, gdzie Motor prowadził 1:0, a następnie kompletnie "zagotowani" stilonowcy szybko stracili bramkę na 0:1. W tym momencie spadek gorzowian był już niemal na 100 procent pewny.

Fot. internet.

Jednak tego dnia szczęście wreszcie uśmiechnęło się do Stilonu. W spotkaniu Flota - Motor padł jednak remis 1:1, a gorzowianie najpierw dzięki rzutowi karnemu doprowadzili do wyrównania, by w drugiej połowie udokumentować swą wyższość nad Odrą (wreszcie!) strzeloną przez Traore bramką. Po meczu radości na stadionie nie było końca, wszak na zwycięstwo przy Myśliborskiej czekano dobre siedem miesięcy.

W tym momencie zaczynała się najbardziej emocjonująca część sezonu. Stilon tracił do Motoru już tylko 2 pkt., z tym że obie drużyny czekał decydujący pojedynek ostatniej kolejki w Gorzowie. Zakładając pokonanie Motoru, oraz fakt, że lublinianie zapewne wygrają u siebie z nie walczącym już o nic Dolcanem, Stilon musiał więc wygrać w Poznaniu z Wartą. Przy remisie w meczu Motor - Dolcan Stilon musiał co najmniej zremisować, by nie wypaść z gry o utrzymanie przed ostatnią kolejką.

I znów zdarzył się "cud", a nawet dwa. Gorzowianie, mimo że w meczu rozgrywanym na zalanym wodą boisku początkowo przegrywali 0:1, znów - po golach Traore i Drozdowicza - wygrali 2:1, z kolei do sensacji doszło w Lublinie, gdyż walczący również "o życie" Motor pewnie uległ Dolcanowi 0:2.

Zatem przed ostatnią serią spotkań nieoczekiwanie sytuacja zrobiła się dla Stilonu "komfortowa", jeśli tak można nazwać fakt, iż wystarczał gospodarzom meczu w Gorzowie remis, by załapać się do baraży.

Fot. internet.

Mecz ten miał dwa oblicza. Najpierw nastąpiło "badanie sił", i przez kilkanaście minut kibice (około 6 tysięcy) obserwowali grę w środku. Wreszcie, jedna z akcji Stilonu - dwójkowe zagranie Maliszewskiego i Traore - przyniosła upragnionego przez gospodarzy gola. Na stadionie zrobiło się spokojniej, lecz już kilka minut później było znów nerwowo, gdyż Motor po jednym z rzutów rożnych wyrównał na 1:1.

Fot. internet.

W drugiej połowie na boisko wyszedł już zupełnie inny Stilon. W 48 minucie Maliszewski wykorzystał zawahanie obrońców gości i zrobiło się 2:1 dla gospodarzy. Potem Motor próbował atakować, coraz bardziej się odkrywając, co skrzętnie wykorzystali gorzowianie, strzelając z rzutu rożnego (Drozdowicz) trzeciego gola. Ostatnie minuty to był już koncert gry Stilonu, podobny do dawnych meczów z Bugiem Wyszków, czy Szombierkami Bytom, bowiem bramki padały w odstępach zaledwie pięciominutowych: 80. - Drozdowicz na 4:1, 85. - Traore na 5:1, 90. - Drozdowicz na 6:1.

Przed barażami nikt zatem nie miał już wątpliwości, że "naładowany" tą wygraną Stilon spokojnie poradzi sobie z trzecią drużyną III ligi zachodniej - Ślęzą Wrocław. Tak też się stało - gładkie 5:0 na stadionie wrocławskiego Śląska załatwiło sprawę utrzymania. Ostatni mecz był już tylko "piknikiem", stąd być może zmęczeni sezonem stilonowcy zafundowali sobie i kibicom jedynie "skromne" 1:0.

W uzupełnieniu sezonu 2008/09 warto podkreślić, że pobite zostały chyba wszelkie rekordy statystyczne w historii Stilonu, jeśli chodzi o kadrę zespołu ligowego. Barw niebiesko-białych broniło w ciągu tych kilkunastu miesięcy 34 zawodników (do tego trzej gracze - Marek Zator, Patrick Tetteh i Mariusz Wolbaum nie rozegrali żadnego meczu), w tym aż 4 bramkarzy, a na ławce trenerskiej siedziała rekordowa liczba ... 4 szkoleniowców.

W tej sytuacji podstawową jedenastkę trudno określić, bowiem w sytuacji od kolejki, przyjętej taktyki (4-5-1, 4-4-2 czy też 4-3-3) zmieniała się ona często. Najczęściej na boisko wybiegali zatem: Dłoniak - Gaca (Jakosz), Michalski (Ziemniak), Petrik, Więckowski (Truszczyński) - Sawala, Łuszkiewicz, Maliszewski - Drozdowicz, Piątkowski (Malinowski), Traore. Spory wkład w wyniki drużyny wnieśli także Cieciura, Kaczmarczyk, Kaczorowski, Ruszkul, oraz Szałas.

Przed rozpoczęciem sezonu 2009/10 niejako już "tradycyjnie" przemeblowano ponad połowę składu drużyny. Z ekipy, która toczyła wiosną boje o utrzymanie, odeszli w czerwcu: Hładowczak, Janukiewicz (Pogoń Szczecin), Cieciura (KSZO Ostrowiec), Ibrahim (Stal Rzeszów), Kozioła (Pogoń Barlinek), Szałas i Szczurek (wypożyczenie do Orła Międzyrzecz), oraz Szałek (kontuzja).

Z kolei po najlepszych: Drozdowicza, Petrika, Sawalę i Traore, ustawiły się kolejki klubów ekstraklasy i I ligi. Pierwszy testowany był nawet w Wiśle Kraków, lecz trafił do Arki Gdynia, by jednak nie znaleźć tam miejsca w składzie, i ostatecznie ... zmarnować całą rundę jesienną. Znakomicie spisujący się czeski obrońca Stilonu był bliski pozostania w Gorzowie, ewentualnie przejścia do ŁKS-u, by wylądować w końcu w Pogoni Szczecin. "Mózg" drużyny - Szymon Sawala powrócił do ekstraklasy, tym razem zasilając rewelacyjną Polonię Bytom, a senegalski napastnik po rozegraniu trzech kolejek (jeszcze w Stilonie), tuż przed zamknięciem tzw. okna transferowego, zasilił lubińskie Zagłębie.

Ubytki były zatem spore, bowiem odeszło wielu zmienników, oraz najlepszy obrońca, najlepszy pomocnik, i dwaj snajperzy. W tej sytuacji należało zespół wzmocnić co najmniej ośmioma niezłej klasy graczami, by nie martwić się w nowym sezonie o utrzymanie w lidze.

Tym bardziej, że Unibet I liga (nazwa sponsora) po raz kolejny startowała w niesamowicie silnym składzie. Z ekstraklasy spadły Górnik Zabrze oraz z powodów organizacyjnych ŁKS Łódź, a za "grzechy" korupcyjne pozostał w I lidze Widzew. Doszli groźni beniaminkowie ze Szczecina, Ostrowca i Nowego Sącza, a były jeszcze między innymi: rewelacyjne wiosną Dolcan, Flota, Warta, GKS Katowice, a także Podbeskidzie Bielsko-Biała, Górnik Łęczna, Znicz Pruszków, oraz Wisła Płock. Jedynymi słabszymi ekipami wydawały się być: debiutujący w I lidze MKS Kluczbork, "cudem" - po wycofaniu Jastrzębia - uratowany Motor Lublin, oraz Stal Stalowa Wola. Rywalizacja pierwszoligowców zapowiadała się zatem niezwykle interesująco.

Nowymi zawodnikami w Stilonie zostali ostatecznie: bramkarz Sławomir Janicki (z Tura Turek); obrońcy: Dawid Topolski (przyjazd ze Stanów Zjednoczonych), Paweł Wojciechowski (Lechia Zielona Góra), oraz Paweł Grocholski (Kotwica Kołobrzeg); pomocnicy: Artur Andruszczak (powrót po latach wychowanka Stilonu) i Grzegorz Wan (Warta Poznań); napastnicy: Michał Ilków-Gołąb (Miedź Legnica), Sebastian Janusiński (Nadnarwianka Pułtusk), oraz ... Brazylijczyk Frederico Moojen (Minnesota Thunder). Tuż po rozpoczęciu sezonu do drużyny dołączył jeszcze doświadczony napastnik ŁKS-u - Adam Czerkas. W kręgu zainteresowań włodarzy gorzowskiego klubu znajdowali się także podczas okresu przygotowawczego: Arkadiusz Ryś z rezerw Auxerre, doświadczony Kameruńczyk Moses Molongo ze Sławy Sławno, Stanisław Terlecki jr. z ŁKS-u, Rafał Leśniewski z Nielby Wągrowiec, Nigeryjczyk z polskim obywatelstwem Dawid Ejike Okpara z Concordii Piotrków, oraz Gracjan Sobczak z MKS Kutno, ponadto w mediach pojawiły się też informacje o ofercie jaką gorzowianie złożyli "ikonie" Lecha, Piotrowi Reissowi.

Na testach pojawili się w Gorzowie ponadto Senegalczyk Moustapha Naione, Belg Sebastian Gonzatti, wychowankowie klubu grający w niższych ligach: Raćko, Kurdykowski, Mielcarek i Lebkowski, oraz kilku graczy Tura Turek i Unii Swarzędz, i ocierający się o kadry zespołów ekstraklasy: Janik (Wisła), Fidziukiewicz (Jagiellonia), Wierzbicki (Górnik).

Występów gorzowian można było oczekiwać z lekkim optymizmem, gdyż w podstawowym składzie znalazło się aż siedmiu graczy z ekstraklasową przeszłością. Najbardziej doświadczona była obrona, gdyż czwórka: Jakosz, Truszczyński, Topolski, Wojciechowski zaliczyła w sumie 214 meczów. Wraz z doświadczeniem "Andruta", "Kaczora" i Czerkasa dawało to łącznie 570 występów w ekstraklasie.

Fot. internet.

I rzeczywiście, początek sezonu był dla gorzowian wyśmienity. Nie zawodziła przede wszystkim obrona, gdyż Stilon w wielu meczach grał "na zero z tyłu" (w tym w pierwszych pięciu spotkaniach u siebie). Zaczęło się od cennego 2:1 w Kluczborku, i wygranej 1:0 z odwiecznym rywalem ze Szczecina (w obu meczach bramki strzelał jeszcze Traore). Potem - po porażce w Pruszkowie - przyszła megasensacja w postaci wygranej w Gorzowie w pierwszym w historii meczu Stilonu z Górnikiem Zabrze, oraz remisy z Górnikiem Łęczna i Stalą Stalowa Wola.

Fot. internet.

Blisko niespodzianki było w Łodzi, gdyż gorzowianie przeważali i prowadzili 1:0, by przegrać ostatecznie 1:2 z ŁKS-em; z kolei w spotkaniu Stilon - Widzew faworyzowani goście musieli się zadowolić ledwie jednym punktem.

Spotkanie to przejdzie do historii, gdyż po raz pierwszy mecz rozgrywany przy ul. Myśliborskiej był transmitowany "na żywo" przez TVP Sport. Gorzowian pokazywano też podczas spotkań wyjazdowych z GKS-em Katowice i Pogonią Szczecin, podczas meczu Pucharu Polski z Legią Warszawa, a także nierzadko w skrótach telewizyjnych wiadomości sportowych TVP 1.

Absolutnym hitem okazało się spotkanie 1/16 PP, w którym to Stilon - po pokonaniu po dramatycznym boju w Kluczborku MKS-u - zmierzył się po raz pierwszy z renomowaną ekipą "wojskowych". Spotkanie to oglądał nadkomplet widowni, który mógł czuć się nieco rozczarowany jedynie wynikiem (0:2), gdyż z przebiegu gry stilonowcy nie ustępowali pola doświadczonym zawodnikom Legii.

A oto zapis tego historycznego wydarzenia:
Stilon: Janicki - Truszczyński, Wojciechowski, Grocholski (Ilków-Gołąb), Topolski - Andruszczak, Maliszewski (Wan), Kaczmarczyk, Kaczorowski - Czerkas (Janusiński), Moojen.
Legia: Mucha - Szala, Astiz, Jędrzejczyk, Komorowski - Jarzębowski (Radović), Borysiuk, Giza (Smoliński), Szałachowski - Mięciel, Paluchowski (Iwański). Bramki: 0:1 Szałachowski - 0:2 Mięciel.

W tzw. międzyczasie niebiesko-biali wygrali po znakomitym występie z zawsze groźną Wartą 2:0, przegrali w Ząbkach, wygrali w Ostrowcu Świętokrzyskim, a następnie na własne życzenie zremisowali z Wisłą Płock 1:1, oraz po zaciętym boju w Katowicach także 1:1.

W tym czasie w zespole Stilonu zaznaczył się wyraźny kryzys, podobny do tego sprzed ... dokładnie roku. Gorzowianie z trudem wymęczyli wygraną w Lublinie z Motorem (po tym meczu Stilon był na trzecim miejscu w tabeli, za Widzewem i Górnikiem !), by następnie w kompromitujący sposób przegrać u siebie z przeciętnie spisującym się dotąd Podbeskidziem 1:2, a następnie - po żenującej grze - z Flotą w Świnoujściu 0:2. Na koniec rundy jesiennej stilonowcy nie potrafili poradzić sobie z Sandecją i MKS-em, przegrywając "na dokładkę" w Szczecinie, ostatecznie plasując się po 19 kolejkach spotkań na dziesiątym miejscu, z siedmioma punktami przewagi nad strefą spadkową, oraz z sześcioma punktami straty do ... czwartej lokaty.